Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naszyjnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naszyjnik. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 sierpnia 2010

Naszyjnik na zamówienie

Po olbrzymim, sutym obiedzie, odczytaniu najnowszych pozytywnych maili dałam się namówić na szybkie stworzenie tego oto naszyjnika na zamówienie. Czy ja wspominałam, że kocham perły??? Odrywam się trochę od pracy nad portalem, obżarstwa i wylegiwania się z książką, do tworzenia nowych rzeczy. Co jakiś czas trzeba. I tak spędzam weekend samotnie bo moja druga połowa właśnie siedzi w jaskini (jak jaskiniowiec) na drugim końcu Polski. Ale za to pogoda piękna i zaraz pójdę na spacer. A oto rzeczony naszyjnik bliżej:









Perły są w kolorze od granatowego do śliwkowego. Ok to śmigam na ten spacer, bo słońce przepięknie świeci. Acha widziałam pierwszy klucz ptaków umykających z naszego chłodnego kraju. Wkraczamy w erę liści i jarzębiny.

piątek, 27 sierpnia 2010

Piasek pustyni - naszyjnik

Po długiej przerwie pojawiam się na blogu z nowym naszyjnikiem. Tym razem ciekawy kamień to znaczy piasek pustyni. Na zdjęciach wygląda jak posypany brokatem. Co lepiej obrazuje drugie zdjęcie:









Naszyjnik jest bardzo długi i dość delikatny. Świetnie się go tworzyło w taki deszczowy i zimny wieczór jaki mamy w Gdańsku. Po ciekawych i owocnie spędzonych wakacjach wzięłam się ostro do roboty. Z nowymi pomysłami ruszam do boju. Tworzę portal związany z biżuterią. Szczegóły już niedługo, ale zapowiada się ciekawie. Pomimo zbliżającej się jesieni energia nie opuszcza i sił nie brakuje przynajmniej na razie.
Tak więc pomimo deszczu atmosfera jest gorąca bo nad nowym projektem działa już sztab ludzi:P noo dobra tylko czterech nas jest jak jeźdźców apokalipsy. Śmierć, Zaraza, Głód i Wojna...a gdzie jest Głód?? ...w kuchni:P (a to dla wtajemniczonych).
Pozdrowienia dla Pabianic od mola ninja.

niedziela, 7 marca 2010

Nowe naszyjniki

Pierwszy naszyjnik dla mnie z szarymi perłami, a było ich trochę mało więc dołożyłam cyrkoniowe kuleczki. Taki bardzo klasyczny. Chyba wspominałam już, że choruje na perły. Marzy mi się taki naszyjnik jaki miała wychudzona Keira Knightley Zobacz tutaj (nota bene bardzo jej nie cierpię jako aktorki, widzieliście jak schrzaniła Dumę i Uprzedzenie??!). Wracając do jej naszyjnika jest boski i pewnie kosztuje moje wszystkie niezarobione jeszcze pensje do końca życia.







Przy drugim naszyjniku sie poddałam. Nie wiem, co to za kamienie. Szukałam i szukałam i nic. Kupiłam je na jarmarku dominikańskim od niezbyt rozgarniętej sprzedawczyni. Kamienie są pięknę, bardzo ciężkie i mienią się jak bałtyk w sierpniu. Ach te wakacje... Naszyjnik zrobiony na zamówienie.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

I jak znosicie zimę?

Ja dobrze. Nie nudzę się. Pracuję, gotuję i oglądam swoje ulubione filmy. Czasami wychodzę też na dwór na ten uroczy mróz. Piszę z ironią uroczy, ponieważ od nawet najlżejszego mrozu dostaje na twarzy czerwonych rumieńców jak nie przymierzając babeczka matrioszka. Poza tym jestem całkowicie zakochana:).. w sushi. To jak piękna błyszcząca, biżuteria do jedzenia. Nie mogę zapomnieć o tym smaku, śni mi się po nocach. Szkoda, że w knajpach jest to takie drogie. Domowe oczywiście wychodzi, smakuje. Ale jest z tym dużo zabawy. Uczta również dla oczu. Kto nie próbował, to nie próbował:P Ale i tak chodzę i namawiam wszystkich do jedzenia:)
Wracając do tematu, na zdjęciu naszyjnik przygotowany specjalnie do różowo- czarnej bluzki (mojej). Wykorzystałam kwarc wiśniowy, mój ulubiony ametyst (kolor fioletowy jest boski) i hematyt- mały metalowy kamień.
Trzymajcie się ciepło.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Po sylwestrowa kulistość

Wiem, wiem ciągle kulki. Jakoś inspiruje mnie ten kształt ostatnio. Nic nie poradzę. Takie właśnie proste naszyjniki przychodzą mi do głowy w momencie stresu- co ja mam ubrać?? A jak już wymyślę w co się wymyślnie:P ubiorę to wtedy przychodzi mi do głowy biżuteria. Siadam i ją robię. Często godzinami. Ale wiecie co mówią busy hands are happy hands.






Naszyjnik jest dwumetrowy, wykonany ze srebrnych ogniwek i kuleczek kwarcu dymnego. Napracowałam się przy nim co niemiara. I tak było warto. Idę cieszyć się zimą.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Przed Sylwestrem....

Ja swojego Sylwestra spędzę przy ognisku jak pogoda pozwoli. Niektórzy jednak wybierają się na bale. Tak więc odrobina błyskotek nie zaszodzi.
Naszyjnik z serpentynitem jak widać na zdjęciu do tego kolczyki i bransoletka. Taki mały zestawik.






A jak w ogóle po Świętach? U mnie dobrze, odpoczywam, trochę pracuję trochę jem. Nie przejadłam się pierwszy raz w życiu. Byłam na ściance wspinaczkowej, spotykam się z przyjaciółmi. Jest nieźle. Zaczynam przygotowania do Sylwestra oraz do postanowień Noworocznych.





Te z ubiegłego roku sprawdziły się połowicznie. Ale za to pojawiło się wiele wyzwań, o których nie myślałam. Dobrze jest sobie postawić jakiekolwiek cele. Wiem, że jestem szczęśliwym człowiekiem bo nie muszę w przyszłym roku walczyć o przetrwanie mogę za to realizować swoje cele pomalutku:)





Jest jeszcze taka sobie mała bransoletka z niebieskimi perłami. Do której zrobiłam kolczyki. Tworzą fajny komplet z naszyjnikiem prezentowanym wcześniej.








Moja siostra dostała od tajemniczego Mikołaja...







I na sam koniec naszyjnik inspirowany tym wcześniejszym, tylko z wykorzystaniem marmuru bursztynowego.

środa, 16 grudnia 2009

Czerwone szaleństwo...

:) Nie napływ komunizmu ani przyjazd czerwonej ciotki, ani żadne inne skojarzenia, no chyba że kojarzycie z czerwonym Mikołajem bądź z Dziadkiem Mrozem jak kto woli. w pracy obchodzimy w piątek Wigilię pracowniczą raczej rodzaj bankietu niż typowa Wigilia. Nastawiam się na dobry catering. I w związku z tym dostaliśmy zaproszenia. Zawierały one prośbę Mikołaja, aby ubrać w piątek jakiś akcent czerwony. I rozpętało się piekło. Puściły wszystkie między wydziałowe mury, popękały kajdany nieśmiałości zerwano wszelkie konwenanse. A wszystko pod pretekstem jedynego pytania! Co ubierasz czerwonego w piątek??!! Nic tak kobiet nie jednoczy jak to proste pytanie. Tak więc przeżywam pytania w stylu czy czerwone majtki wystarczą?:P W akcie desperacji niektórzy wyruszają w miasto kupić coś czerwonego, prawie jak na maturę. Oprócz końca roku, podsumowania budżetu i duużej ilości pracy miło jest tak zanurzyć się w czerwone szaleństwo i jak kopciuszek przy pracowniczym biurku planować co się ubierze na bal- zwany dalej Wigilią pracowniczą:)
Tak mi się ten kolor czerwony dał we znaki, że przerzuciłam się na Black and White and Silver:

Szklane crackle oliwki kryształowe, szklane crackle czarno- kryształowe kule, szklane czarne kule, cyrkonowe kuleczki oraz szaro- kremowe perły. Wszystko na srebrnym łańcuszku.

I to by było tyle w tym momencie. Idę szukać czerwonego sweterka....

poniedziałek, 23 listopada 2009

Agatowy naszyjnik

Przyszła paczka z pięknymi agatowymi krążkami- pastylkami. Jestem nimi zauroczona. Kamienie są chłodne, jak to kamienie i raczej do lekkich nie należą. Dobrze z nimi komponuje się mocny łańcuszek. Ciężko było go wyginać, paluchy bolą. Ale do małej czarnej, albo lepiej brązowej jak znalazł.






Dzisiaj powrócił temat (do mojej głowy powrócił) rozwoju zawodowo- biżuteryjnego. Znów tworzę sobie plany (w tym jestem najlepsza) gorzej z ich realizowaniem, ale to już inna sprawa. Jest tyle obszarów w których chciałabym się rozwijać. I wierzcie mi mam na to czas... Marnuje go na rzeczy mało ważne bądź całkiem nie ważne. I to jest smutne. Dobrze, że mam bloga i on mnie trochę dyscyplinuje. A tak ogólnie to bez zmian. Dalej mam problemy ze znalezieniem miejsca na tworzenie biżuterii. Ostatnio tworzę na kanapie. Bardzo niewygodnie. Po godzinie pracy musiałam już przerwać, choć wena twórcza była jak najbardziej. Oprócz bolących pleców, mam jeszcze kłopot z umiejscowieniem sobie w czasie tych twórczych aktywności. Żeby tworzyć jak prawdziwy artysta muszę mieć ciszę i spokój, nikt się nie może kręcić i pokój musi być chłodny (uf takie są wymogi). Niestety w moim domku możliwe są do spełnienia tylko w sobotę i niedzielę od 7 do 11 rano oczywiście. Wyobrażacie sobie. Chyba migruję wewnętrznie w stronę rannego ptaszka, byle nie gołębia. I tą uroczą puentą kończę, coby wstydu zaoszczędzić.

środa, 21 października 2009

Retro i Disco!!!

Gratisy to jednak dobra rzecz przy zamawianiu akcesoriów. Wszystko co dzisiaj stworzyłam powstało albo z gratisów albo z podarowanych przez kogoś koralików. Dzisiaj zaczynam od naszyjnika w stylu disco:P Tak mi się poskręcał z 3 opakowań koralików rureczek. Metalic, czarny i metalic- róż. Każdy maleńki koralik jest nawleczony osobno i jest ich chyba z milion. Naszyjnik obok satysfakcji przysporzyli mi również bólu dłoni:






Kolczyki w stylu retro. Piękny szary kamień, oksydowane przekładki, srebrny łańcuszek i bigle. Takie zgrabne wyszły. Mam nadzieję, że się spodobają. Dzisiaj po długiej przerwie był dzień zamawiania akcesoriów. Już się nie mogę doczekać. Otwieranie paczki, przeliczanie koralików i delektowanie się błyskotkami to najlepsze zajęcie na jesienne popołudnie. Paczka pewnie przyjdzie w piątek, szkoda, że tak późno w piątek wracam pewnie będę musiała odłożyć przyjemności do niedzieli. Wyobrażacie sobie:)

Dzisiaj tak króciutko a na zakończenie przypomniał mi się bardzo stary kawał o Stalinie:
Rosja. Wczesny ranek, ciemno i zimno na dworze. W milionach komunistycznych bloków rozlega się jedynie słuszne radio.
Spiker: Dzień Dobry Towarzysze! Towarzysz Stalin wstał już, więc i Wy wstańcie.
Spiker: Drodzy rodacy! Towarzysz Stalin się gimnastykuje, więc i wy się gimnastykujcie!!!
Spiker: Towarzysze! Towarzysz Stalin je śniadanie... a dla was... a dla was chwila muzyki:P



A dla Was chwila muzyki na YouTube- link



Przyrzekam, że zawsze jak słucham tego mam lepszy humor. Zresztą widząc teledysk trudno się nie uśmiechać:P

wtorek, 22 września 2009

Cracklowe naszyjniki

Ja nie wiem czy tak samo mają osoby, które tworzą biżuterię ale ja mam na pewno. Chodzi mi o stan wiecznego oczekiwania, na wenę twórczą, na możliwość tworzenia po pracy, na przyjście zamówionych koralików i akcesoriów, na możliwość zamówienia owych rzeczy, na kasę za którą owe rzeczy zamówię, czekania na moment kiedy w końcu pokaże komuś to co zrobiłam i tak dalej. A najśmieszniejsze jest to, że praktycznie co miesiąc robię duże zamówienie akcesorii do wyrobu biżuterii i zawsze mi czegoś brakuje. Wiem, powinnam mieszkać w sklepie jubilerskim i brać z półek to na co mam ochotę:P, (nota bene czy to nie jest jeden z najpiękniejszych dziecięcych snów, oczywiście związany ze słodyczami). Jakkolwiek moje ostatnie rozmowy z osobami, które chcą ode mnie jakąś biżuterię brzmią: aha wiem, takie duże kuleczki, no tak to nie mam ich ale mogę zamówić:P albo gorzej: już ich nie mogę zamówić. Ciężko finansowo się jest przestawić na to, żeby jednak inwestować w akcesoria. Ja po prostu na razie działam na zasadzie sklepu z czasów komuny:) bierzesz to co jest:P I to jest właśnie różnica pomiędzy osobami takimi jak ja (hobby) a osobami, które zajmują się tym profesjonalnie (zawodowo). Może przyjdzie czas w którym wyemigruje do tej drugiej grupy. Na razie jest dobrze tak jak jest, przynajmniej dla mnie. A kto powiedział, że mam zadowolić wszystkich:)


Na razie zadowalam siebie, tym czym się zajmuję. Mam czarny golf na którym bardzo elegancko wygląda ten naszyjnik. Jest długi dynda sobie:). Kulki czarno- kryształowe szklane crackle, srebrny łańcuszek, cyrkoniowe kuleczki posrebrzane.




Do tego fajne wiszące kolczyki, choć przyznam się szczerze, że nie nosze ich razem bo są za blisko siebie:) co za dużo to się choinka obrazi:) Zrobię do nich bransoletę to będzie akurat:P




To zdjęcie robiliśmy na balkonie koło wrzosów mojej mamy, tak więc wszystko zrobiło się takie ładne liliowe. Więcej nic nie dodam bo jaki jest koń każdy widzi:)













Porzeczkowy naszyjnik to już inna historia. Na zamówienie weselne koleżanki Katheriny (pozdrawiam serdecznie). Więc jak widzicie lato się kończy a ja z porzeczek nie wychodzę. No i ok. Alles Klar jak mówią nasi zachodni sąsiedzi.

wtorek, 18 sierpnia 2009

Szaleństwo małych kuleczek

Aura ostatnich dni w Trójmieście nie pozwalała na robienie dobrych zdjęć biżuterii, ale jakoś tak szkoda jak naszyjniki czekają na swoją kolej. Za to pozwala na spotkania typu Pabianice vs Gdańsk. Oczywiście blogowe spotkania w realu. Było świetnie co ja tam będę mówić. Dzięki Bellis za spotkanie. Jednak założenie bloga to był genialny pomysł mojego Brzydala, skutkujący poznawaniem fantastycznych ludzi:)) A wracając do biżuterii ten naszyjnik jest z kwarcem wiśniowym i posrebrzanymi rurkami. Szał jakiś panuje na te rurki, ponieważ zamówień mam sporo. Więc siedzę, robię i łapię skaczące po całym pokoju kuleczki wielkości 6 mm:) Powiem tylko tyle, że fajna, czysta, prosta praca. Taką lubimy. Nie to co wire wrapping:P A efekt też fajny. Bardzo błyszczące. Sama dla siebie nie wiem, na którą wersję się zdecydować. Pewnie skończy się jak zawsze, że zostanę z niczym.
To jest druga wersja z fluorytem. Pełna jeszcze bardziej błyszcząca.









Jeżeli chodzi o pogodę to jak pisałam dopisuje średnio, weekend za to był bardzo gorący co zaowocowało rowerową wycieczką nad morze. Ale już w tygodniu i zimno i pada i zimno i pada cytując za Kazikiem:)






Temperatura wynosiła w niedzielę 30 stopni Celsjusza, powietrze drgało nagrzane. Tłumy waliły na plażę. Przedzierając się rowerami poprzez spragniony słońca i innych rozrywek tłum dotarliśmy do bardziej wyludnionego zakątka plaży. Aż tak pusto nie było jak na zdjęciu, ale zdarzały się przebłyski ciszy i spokoju:)




Miesiąc sierpień to miesiąc spotkań jak widać. Nie tylko uroczych ludzi ale i urocze zwierzątka. Chełbia modra czyli aurelia aurita jest ślicznym krążkopławem z gatunku parzydełkowców. Jad jej nie jest groźny dla człowieka, więc nikt przy końcu wakacji, kiedy te stworzonka się pojawiają nie wyskakuje z piskiem z wody. No albo wyskakuje:P zależy od wieku i płci:)Dryfują sobie chełbie w pasie przybrzegowym, często na piasek wyrzucane przez silniejszą falę wysuszane są w promieniach słońca. Ten galaretowaty stwór o lekko różowym zabarwieniu, z widocznymi narządami podobno czuje, widzi i słyszy:) A to za pomocą zgrupowania na powierzchni szklistego ciała zestawu komórek zmysłowych wrażliwych na światło, substancje chemiczne i dźwięki. Dla mnie spotkanie chełbi w wodzie nieodmiennie kojarzy się z nostalgią mijającego lata i obowiązkowym pierwszym września w szkole:)

czwartek, 16 kwietnia 2009

Wiosennie a nawet letnio

Aura zdecydowanie służy tworzeniu biżuterii. Służy też tworzeniu planów na przyszłość, obieraniu (nie ziemniaków) ale jakiejś już konkretnej drogi rozwoju. Mi właśnie się taki pomysł skrystalizował. Teraz trzeba go wdrażać, powoli acz zdecydowanie. W planie są oczywiście kolejne artykuły. Właściwie już się tworzą. Ostatnio spadło na mnie nowe zadanie. Nauka obróbki zdjęć w gimpie:P Ech będzie się działo. Muszę wykroić na to sporo czasu. Bo niby wszyscy mówią, że proste jest ale wiecie jak to się kończy:) Dzisiaj jednakże przedstawiam:
Naszyjnik: masa różnego kształtu koralików drewnianych w kolorze naturalnym, do tego dużo jasnej zieleni takiej wpadającej w słomkowy- to koral farbowany patyczki i trochę dla kontrastu farbowanego na czarno koralu. Całość zakańcza srebrne zapięcie. Tym razem bardziej masywny naszyjnik, niż do tej pory prezentowałam.







W opozycji do stylu prezentuję kolczyki wykonane po części metodą wire wrapping ze posrebrzanego drutu i metalicznych błyszczących czarno- srebrnych koralików. Dodają blasku na przykład czarnemu golfowi.







Życzę udanego dnia a ja zabieram się do pracy nad zaczętym artykułem. Oraz do projektowania. Trzeba poszerzać swoje techniki i właśnie znalazłam następną, którą się zajmę.

niedziela, 12 kwietnia 2009

Naszyjnikowa kompania


Prezentuję naszyjnik wykonany dla mojej mamy do pięknej ciemno granatowej sukni. Ciemny koral prasowany plus oksydowane srebrne kuleczki. Podobno super się nosi:) bo jest dość spory i widoczny a wcale nie ciężki. Nie wiem czy już wspominałam czy jeszcze nie ale myślę, że zawsze warto przypomnieć a propos naszyjników: pamiętajcie Drogie Panie najpierw idą perfumy a później naszyjnik. Nigdy odwrotnie inaczej zawsze będziecie się dziwić dlaczego wam tak srebro szybko czarnieje, a kamienie matowieją. Dobrze też jest od czasu do czasu przetrzeć naszyjnik bawełnianą szmatką. Dodaje blasku kamieniom.





Drugi naszyjnik pochodzi również z rodowej kolekcji:) mamy. Po kimś tą pasję do pereł w końcu posiadam. Wykonany w dniu przyjścia paczki z kamieniami. Zwlekanie dłużej i tak nie miało sensu. A z tworzenia wynikła sama przyjemność, więc fajnie jej było zagospodarować. W naturze naszyjnik bije niesamowitym blaskiem.








Naszyjnik stworzony dla mnie pod ulubioną sukienkę. Wykorzystałam agat ognisty, który jest tak niesamowitym kamieniem. Jest żadką odmiana o budowie nerkowatej. Zawiera w sobie inne minerały dlatego tak pięknie odbija światło. Występuje w Meksyku oraz w Arizonie- USA. Czyli daleko. Faktycznie kojarzy się z pomarańczowym słońcem zachodzącym gdzieś w Meksyku. Sam kamień jest dość przyciągający uwagę:) dlatego, żeby nie przesadzić oprawę ma skromną srebrno- rzemieniowatą. To moje pierwsze spotkanie z agatem ognistym, myślę, że nie ostatnie. A już w szufladzie czeka agat mszysty. Niby rodzina a całkiem niepodobny.

wtorek, 31 marca 2009

A i dawno nie było nic czerwonego...


Tak tak, nie było choć to jeden z moich ulubionych kolorów (no dobrze lubię wszystkie kolory, byle w intensywnych barwach). Każdy dopomina się o swój ulubiony. Tak więc w kolejce jeszcze dużo zielonego, granatu i pomarańczu no i abym czasami nie zapomniała o szarościach. Ale ja się wcale nie wymiguje. Wiosna nastraja mnie bardzo kolorystycznie. Dzisiaj na przykład mam kurtkę w strażackiej czerwieni czyli idealnie pasująca do naszyjnika. Koral z mórz południowych trochę rumu i piraci. Chyba potrzebne są mi już wakacje:) Bo wszystko kojarzy mi się ze słońcem plażą i wodą. I niedługo (albo już) stanę się monotematyczna. Na zdjęciu naszyjnik: koral, srebrne zapięcie, koraliki - sprężynki (metoda wire wrapping), srebrne kuleczki, żyłka silikonowa.
Poczyniłam stosowne przygotowania:) i nabyłam droga kupna naprawdę fajne kamienie chyba pęknę z niecierpliwości zanim się doczekam aż przyjdą pocztą. Tylko spokój mnie uratuje albo piraci:)

środa, 25 marca 2009

Taki szybciutki komplecik:)



Okazało się, że ten koral farbowany na niebiesko wygląda fantastycznie na skórze i w ogóle generalnie dobrze się prezentuje. Dlatego też przygotowałam szybki zestaw delikatnego naszyjnika z pasującymi do niego kolczykami. Bardzo proste, bardzo szybkie chciałby się powiedzieć bardzo smaczne ale dodam, że przyjemne. Bardzo:P Niedługo ciąg dalszy podstaw biżuterii. Będzie o koralikach. Oprócz tego mam całą masę pomysłów na biżuterię. Tak więc zasiadam niedługo do stołu, bo projekty naszkicowane już są.

czwartek, 19 lutego 2009

Siateczka?


Nie wiem jak je nazwać, fajnie wyglądają ponieważ na czarnej jubilerskiej nitce intensywnie połyskują czarne i ciemno fioletowe koraliki. Zapięcie zrobione metodą wiązania supełków.

wtorek, 17 lutego 2009

Perły! Perły! Perły! I dodałabym jeszcze Perły!





Perły kremowe barokowe+ hematyt kulka+ stalowa linka+ srebrne zapięcia. Mój ulubiony naszyjnik. Bez dwóch zdań. Jeden z pierwszych, jak nie pierwszy naszyjnik w moim życiu (oczywiście wyrób własny:P). Jak widać mam okropny sentyment do pereł w każdym wydaniu. Te są akurat barokowe, czyli o nieregularnym kształcie. Ze względu na koszty oczywiście. Ale jak już będę obrzydliwie bogata... Wracając do sedna sprawy, naszyjnik bardzo lekki i giętki. Oczywiście bardziej niż sznur pereł. Hematyt dodany dla kontrastu. Inspiracja- oczywiście Chanel.