poniedziałek, 19 lipca 2010

Grunwald

Ponieważ wakacje trwają a ja się wakacjuję namiętnie to pokaże kilka zdjęć z walki na polach Grunwaldu. Gdzie byłam wino i piwo piłam (raczej wodę) i prawie nic nie widziałam:P (bo taki tłum) i się opaliłam (pomimo kremów z wysokim filtrem) i gdzie potem wracałam (w korku a jak:)) Jedyne co udało się tak na prawdę zobaczyć to przemarsz wojsk na pole bitwy. Idą dzielni rycerze i ich albo i nie ich, dzielne kobiety w 35 stopniowym upale (nie przesadzam). A ubrania mieli cudne, każdy szczegół tak dopasowany. Jak ja kocham pasjonatów, takich ludzi nie da się nie podziwiać.

Oprócz upału morderczego i morderczego kurzu wzbijanego przez dziarskich/ walecznych rycerzy oraz równie waleczne dziewki był morderczy tłum. I to jest widok tylko na jeden fragment ludu a przecież taki kordon otaczał pole dookoła. Tłum jak to tłum ciężko się z nim zaprzyjaźniać. Ale jak to na wycieczce krajowej poznałam kilka nowych zastosowań słowa na k.... oraz innych ciekawych określeń. Zawsze mnie zadziwiają żądania ludzi, którzy drą się do takiego tłumu krzycząc proszę usiąść tam na przedzie ja też chce widzieć. To są szaleńcy, jak ktoś chce zginą śmiercią samobójczą aczkolwiek bardzo bolesną, stratowany przez dziki tłum, może coś takiego próbować zrobić. Co jakiś czas warto się w taka tłuszczę wybrać, żeby przypomnieć sobie dlaczego nie jeździ się na tego typu spędy. Już sobie napisałam karteczkę ku pamięci: "NIGDY WIĘCEJ".


A kluczowa osoba przedstawienia, Pan co przytargał dwa nagie miecze. Pan się szczerzył w blasku fleszy jak gwiazda filmowa. Choć tu nie widać. Ale ciężko ignorować kilka tysięcy ludzi pstrykający aparatami komórkami, a niektórzy z braku sprzętu palcami pstrykali, byle coś pstrykać.






I pojawili się Krzyżacy najpierw tłum zamarł a następnie wciągnął w płuca powietrze ze świstem i wypuścił je z najgłośniejszym buczeniem jakie słyszałam. A wiem co mówię bo jechałam kiedyś tramwajem wypchanym lechistami (nasi lokalni kibole). Ale i tak podziwiam Krzyżaków znosić takie obelżywe zachowanie i jeszcze wiedzieć, że i tak się dostanie łomot jak co roku to tylko najdzielniejsza drużyna może znieść. Poza tym Panowie Krzyżacy mieli fajne przyśpiewki po niemiecku oczywiście, nikt nie wiedział co śpiewają ale oczy im błyskały więc wiadomo było, że o miłości do Maryny to to nie jest.




Tutaj Zakonnik podrywał dziewoję na jakiś sprzęt. Jak się ma bajer to się ma efekty:P









Widać, że sprzęt przyniesiony przez rycerzy, giermków i innych stajennych to nie jakieś atrapy. Oni na prawdę wykorzystują to co mają i to nie jako podkładki pod telewizor, co widać na załączonym obrazku na tarczy.








A na koniec wygląda jak modlitwa przed bitwą ale to po prostu upał, który powalał na kolana lepiej niż strzały i miecze przeciwników.







Na koniec co mogę dodać... Zwykle nie skarżę się na niedogodności, ale tym razem wszystkiego było za dużo. Organizacja kiepska to bardzo skromnie powiedziane. Praktycznie nic nie widzieliśmy bo był tylko jeden telebim i to skierowany pod słońce:P nagłośnienie albo za głośne albo w niektórych momentach brak. Ochraniali to wszystko harcerze!!!??? Tak harcerze, przecież ja takie chucherka mogłabym sama zmieść. Nie było wyznaczonych tras do przejścia i ogólnie cepelia i disco polo oraz przemówienia lokalnych polityków jak za czasów Gierka. W przyszłym roku nie pojadę i obejrzę sobie w internecie. Najfajniejszym momentem był powrót do domu o 19, brudni jakbyśmy wyszli z piekła, odwodnieni i głodni umyliśmy się i zjedliśmy kilogram ogórków gruntowych:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz